Spot Reklamowy!
Spot Reklamowy!
To jeszcze jedno zajęcie kobiet na zimowe, mroźne dni. Ze względu na towarzyszącą temu atmosferę i obyczaje „prządki” traktujemy jako zwyczaj.
Nasze babcie w ciągu dnia przyrządzały najczęściej dwa gotowane posiłki. Na śniadanie (frystyk) były najczęściej kluski, bryja z mlekiem, zaś na kolację (wiecerzom) ziemniaki z mlekiem, kwaśnicą, sosem (omaćkom), bryndzową polewką. Dzień przeznaczały na różne domowe zajęcia.
Przędzeniem wełny najczęściej zajmowały się babcie, ponieważ była to praca siedząca, wymagająca tylko sprawnych rąk oraz ze względu na umiejętności i duże doświadczenie w przędzeniu. Młodsze kobiety, jeżeli nie towarzyszyły starszym, to wykonywały w tym czasie cięższe prace w domu lub w obejściu domu. Natomiast młode dziewczęta miały obowiązek przyuczać się do przędzenia, siadały obok babci, słuchały jej objaśnień, próbowały prząść.
Na czym polegało samo przędzenie?
Otóż ogrymplane płaty owijano wokół górnej części pionowego „kija” kądzieli. Chodzi o kądziel najstarszą i najprostszą. Płaty zabezpieczał zwykły sznurek, żeby nie zsuwały się w dół. Pionowy „kij” przymocowany był prostopadle do specjalnie wyciętej listwy (długiej do 70 cm, szerokiej do 15 cm), na której siedziała prządka. Lewą ręką wysnuwała (pociągała) z płatków wełnę, mniejszą lub większą ilość, gdyż w ten sposób regulowano grubość nici. Palcami prawej ręki kręciła wrzeciono. Uprzędzioną wełnę, ściągniętą z wrzeciona zwijano w motki lub kłębka. Był to gotowy materiał do robienia na drutach (śtrykuwanie). Na zimową odzież przeznaczano wełnę grubszą, na letnią cięższą. Generalnie z wełny robione były przede wszystkim: swetry (swedry), kamizelki, skarpety, onuce, szaliki (cholstuchy), rękawice, duże damskie chusty okrywające plecy (odziywacki, śtrykuwanki), a nawet pończochy. Te ostatnie noszono na Spiszu w okresie międzywojennym XX wieku.